Knurów. Festyn rodzinny z Kaflikami

Gorące rytmy w promieniach słońca

 

W niedzielne popołudnie skwer przy ul. 1 Maja tętnił życiem. Na karuzelach szalały dzieci, a na estradzie plenerowej - dorośli. Knurowian rozbawiły zespoły „Kafliki” oraz „Iwona i Piotr”. - Zabawa był przednia - śmieje się pani Mariola

 

Tego dnia trudno było minąć rozweselony skwer. Śmiech niósł się po okolicach, przyciągając knurowian, którzy korzystając z pięknej pogody, wybrali się na spacer.

- Szliśmy na lody z dzieciakami, kiedy żona usłyszała muzykę i śmiechy - opowiada pan Tomasz. - Mieliśmy zajrzeć tylko na chwilę, ale jest tak fajnie, że zostaniemy pewnie do końca imprezy.

Inicjatorami festynu, zorganizowanego przez Centrum Kultury w Knurowie, byli radni Włodzimierz Gwiżdż, Marian Gruszka i Piotr Barchański. Festyn z humorem poprowadził roztańczony Marek Malarz Biesiadny.

Sygnał do zabawy dał zespół „Iwona i Piotr”, który wprowadził publiczność w biesiadny nastrój. Organizatorzy zadbali, aby na festynie bawili się młodsze dzieci i te trochę starsze... Marek Malarz przygotował dla knurowian wyzwanie: starsi uczyli tańczyć dzieci. Na estradzie plenerowej zaroiło się od par: córki tańczyły z tatusiami, wnuczki z babciami, synowie z mamusiami.

- Walca, proszę bardzo, mogę pokazać, ale nie kankana! Przecież ja tak wysoko nogi nie podniosę - śmiała się jedna z uczestniczek.

Festyny na estradzie od lat utrzymywane są w klimacie biesiadnym. Nie inaczej było i tym razem. Wyczekiwana gwiazda wieczoru, czyli zespół Kafliki, śląskie piosenki przelatała krótkimi skeczami. Grupa szybko nawiązała świetny kontakt z publicznością - panowie przebierali się za starsze panie, tańczyli w knurowiankami i żartowali z teściowych.

- Lubię Kafiliki, bo można  się pośmiać. A czego jak czego, ale śmiechu to nigdy za wiele! - mówił pan Marian, który na festyn przyjechał z Gierałtowic.

Po występie Kaflików, scena znowu należała do tańczących. Przy muzyce zespołu „Iwona i Piotr” bawiono się do wieczora.  - Zabawa była wspaniała. Dopisało wszystko: pogoda, gwiazdy i publiczność - podsumowuje zadowolony Marian Gruszka.

Tekst i foto: Justyna Bajko